środa, 28 listopada 2007

Felieton "Aborcja w trzy minuty"

"Idąc chodnikiem otrzymałem od jakiejś pielęgniarki gazetkę o tematyce medycznej, lekach, reklamy szpitali, klinik. Na ostatniej stronie szokująca (dla mnie) reklama. Tekst tej reklamy brzmi mniej więcej tak „Bezbolesne usuwanie ciąży w 3 minuty. Teraz w promocji, o 200 yuanów taniej!”. Poniżej były szczegółowe informacje, o tym, że zabieg odbywa się w pojedynczych salach, z jednym lekarzem, szpital zapewnia o zachowaniu prywatności, czystości, komfortowej atmosfery i bezpieczeństwa. Na samym dole dla ułatwienia cała lista autobusów, którymi można dojechać do szpitala.

Dla mnie aborcja na pewno nie jest niczym dobrym. Jak przypuszczam wiąże się to z naszą religią, obyczajowością, ale też z lekcją wychowania seksualnego, na której pokazano mi szczegóły takiego zabiegu w telewizji. Może dlatego właśnie teraz, będąc w Chinach zawsze irytują mnie takie reklamy, dla mnie życie ludzkie jest bezcenne. A wiem, że w Chinach usuwa się ciąże nawet w szóstym miesiącu, znałem taką dziewczynę, niedoszłą matkę. Myślicie pewnie o przymusowej aborcji? Niestety nie, ja znam przypadki dobrowolnej, świadomej aborcji.

Ona dwadzieścia sześć lat, on około trzydzieści. Para, chłopak i dziewczyna. Niezupełnie świadomi, czym jest antykoncepcja, używają prezerwatywy „w ostatnim momencie”, jeśli można to tak określić. Ona oczywiście po kilku takich intymnych randkach jest w ciąży. Ma własną firmę, pośredniczy w handlu, wynajmuje mieszkanie, na pewno stać ją na utrzymanie dziecka. Chłopak w zasadzie nie ma nic przeciwko dziecku, kocha ją i jest gotów się żenić, sam również pracuje. Ona decyduje po kilku dniach, że usunie ciążę. Bez problemu udaje się do pierwszego lepszego szpitala. Jak opowiada później zabieg trwał około pięciu minut, po aborcji pielęgniarka poprosiła ją żeby posiedziała chwilę w poczekalni, odpoczęła i jak poczuje się lepiej może wracać do domu. Przez cały dzień czuje się słabo, ale jest szczęśliwa, bo jej problem właśnie zniknął, choć musiała zapłacić około tysiąca yuanów.

Takich historii są miliony. W salonach masażu oprócz rzeczywistego masażu, kilkadziesiąt, czasem setki dziewczyn oferują usługi seksualne. Na pewno niektóre z nich są w ciąży, ale żadna z nich bez wątpienia nie chce być matką. Problem można rozwiązać w trzy minuty, o czym informuje ta reklama prasowa. Oprócz takiej formy reklam co dwadzieścia minut w telewizji reklamują się szpitale. To jest w ogóle niesamowite. Najpierw reklama dla panów z problemami seksualnymi, coś na wzmocnienie, na zwiększenie popędu lub pomoc w przypadku chorób wenerycznych. Po chwili reklama dla par, które nie mogą mieć potomstwa, zapłodnienia invitro (jak przypuszczam), które mogą szybko pomóc im w posiadaniu upragnionego syna lub córki. Zmieniamy program, a tu dla odmiany oferta aborcji. Pełna obsługa, nic się nie martw, nie masz miesiączki, jesteś w ciąży, nie wahaj się, nie zastanawiaj się, przychodź!

Ja rozumiem, że Chiny są przeludnione, sam się denerwuję, gdy stoję w kolejce na chodniku, albo nie mogę się przecisnąć w markecie, ale czy tych ludzi nie można po prostu uczyć, czym jest antykoncepcja? Może powinni rozdawać za darmo kondomy? Przeprowadzać jakieś szkolenia na ten temat, nawet na wsi? Ale po co, przecież taki szpital to złoty interes. Wyobraźmy sobie, że dziennie przeprowadza się dwadzieścia takich zabiegów (w jakimś jednym małym szpitalu), co daje w rezultacie około dwadzieścia tysięcy yuanów, około dziewięciu tysięcy złotych. Dziewczyna może już nigdy nie mieć potomstwa, ale o tym w reklamach się nie mówi, tak jakoś zapomnieli. Kto by się tym martwił, najważniejsza jest kasa, życie ludzkie nie ma większego znaczenia.

Kilka lat temu był nawet przypadek handlu ludzkimi płodami. Sprawa była głośna, a dowiedziałem się o tym z jakiegoś reportażu, który emitowała telewizja z Hong Kongu, film dokumentalny produkcji brytyjskiej lub amerykańskiej. Płody po aborcji były pakowane w szpitalach w Shenzhen i sprzedawane do Hong Kongu. Tam bogaci, zamożni lekarze, gwiazdy filmowe, biznesmeni gotowali sobie z nich zupy. Ponoć takie „zupy” działają wspaniale na cerę i odmładzają. W ogóle o czym ja piszę? Przecież to jest jakieś nienormalne, zboczenie, ale to fakt, w który trudno uwierzyć.

Aborcja po chińsku zawsze będzie mnie napawała obrzydzeniem. Nie można traktować płodu jak bolącego zęba, przecież nawet dentysta wyrywa zęba dłużej niż trzy minuty? Jak można publikować takie reklamy? Cała nadzieja w postępie, edukacji i producentach prezerwatyw, może oni coś zmienią w Chinach. Antykoncepcja jest chyba mimo wszystko lepszym rozwiązaniem niż aborcja, jakiś lekarz, okropne narzędzia, strach, ból, niepewność, ryzyko utraty zdrowia. Jeśli Chiny myślą o postępie, co widać na ulicach – nowe biurowce, nowoczesne fabryki, coraz bardziej zaawansowane technologie, doskonałe samochody rodzimej produkcji, muszą też zmieniać świadomość ludzi, ich zachowania, ich sposób myślenia, a przede wszystkim ich wiedzę na temat seksu, ciąży, aborcji, która wcale nie jest sielankową wizytą u uśmiechniętego lekarza."

Źródło: http://www.fotochiny.com/textview.php?textid=11&type=felietony

Od Red.: Opinie wyrażone w felietonie są osobistymi opiniami autora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© puls pro-life