wtorek, 17 czerwca 2008

Uznany za zmarłego odzyskał przytomność przed pobraniem organów

Mieszkaniec Paryża, którego organy miały być pobrane przez lekarzy po stwierdzeniu „zgonu” – „śmierci mózgu”, będącej następstwem ataku serca - odzyskał przytomność dosłownie na parę minut przed wyjęciem organów, gdy już leżał na stole operacyjnym. O zdarzeniu pisał dziennik „Le Monde”, inicjując tym samym we Francji dyskusję na temat kryteriów orzekania o tzw. śmierci mózgu – donosi portal LifeSiteNew.com.

45-letni mężczyzna, którego dane personalne nie są podawane przez francuskie media, na początku tego roku przewrócił się na ulicy. Ratownicy medyczni uznali, że jest to atak serca i rozpoczęli masaż. Następnie zawieźli go do najbliższego szpitala, by kontynuować reanimację. W szpitalu lekarze nie byli w stanie przywrócić właściwego tętna. Uznali również, że pacjent nie nadaje się do przeprowadzenia zabiegu udrożnienia tętnicy wieńcowej, dlatego postanowili pobrać jego organy do przeszczepu.

Na szczęście, zespół lekarzy, który zajmuje się pobieraniem organów nie był w tym czasie dostępny. Medycy przybyli po półtorej godzinie.

Kiedy lekarze przygotowywali się do operacji zauważyli, że pacjent oddycha a jego źrenice reagują na światło. Cały organizm reagował także na ból. Było jasne, że mężczyzna żyje. Kilka tygodni później pacjent zaczął chodzić i mówić.

– Cała dostępna na ten temat literatura medyczna dochodzi do wniosku, że osoba u której nastąpiło zatrzymanie akcji serca, nawet jeśli jest poddana na czas prawidłowo przeprowadzanemu masażowi serca przez trzydzieści minut, jest według dużego prawdopodobieństwa w stanie śmierci mózgu – stwierdził w rozmowie z gazetą „Le Monde” profesor Alain Tenaillon odpowiedzialny za transplantacje w Agencji Biomedycyny. – Musimy jednak uznać, że istnieją od tego wyjątki – dodał.

Komisja etyczna powołana w szpitalu, w którym miało miejsce to zdarzenie, zauważyła w swoim raporcie, że personel medyczny przyznaje, iż, choć rzadko, to jednak zdarzają się przypadki, gdy pacjenci u których stwierdzono „śmierć mózgu” nagle odzyskują przytomność.

Raport opracowany przez komisję stwierdza, że zgodnie z obowiązującymi w szpitalu procedurami pacjent „mógł być z dużym prawdopodobieństwem uznany za martwego”.

Jednak „Le Monde” dodaje, że zdaniem ekspertów „ta sytuacja jest jaskrawą ilustracją problemu związanego z procedurami i kryteriami, według których decyduje się o niepowodzeniu akcji reanimacyjnej”.

Portal LifeSiteNews.com przypomina, że po raz pierwszy termin „śmierci mózgu” został użyty w 1968 r. Zastosowano go w celu usprawiedliwienia akcji pobierania organów od pacjentów, którzy wciąż oddychają i u których utrzymuje się bicie serca. Są to najczęstsze okoliczności, w jakich pobiera się organy (tkanki miękkie, takie jak np. serce szybko tracą swoje właściwości, dlatego trzeba je stosunków szybko pobrać od dawcy, by mogły być wykorzystane do przeszczepu). Przed 1968 r. obowiązywały inne standardy. To znaczy organy pobierano od pacjentów dopiero wtedy, kiedy na długo ustała akcja serca i pacjent nie oddychał. Dopiero wówczas można było stwierdzić zgon.

Dr John Shea, doradca medyczny Kanadyjskiej Koalicji na rzecz Życia, zauważa w artykule umieszczonym na swojej stronie internetowej, że u pacjentów u których stwierdzono „śmierć mózgu” organ ten często kontynuuje pracę. Shea stwierdza, że, by uznać „śmierć mózgu” stosuje się kryteria, które jedynie „testują nieobecność pewnych specyficznych odruchów mózgu. Funkcje mózgu, które nie są brane pod uwagę tj. kontrola temperatury, ciśnienia, uderzeń serca oraz zapewnianie równowagi soli i wody, kiedy stwierdzi się u pacjenta »śmierć mózgu«, są nie tylko wciąż obecne, ale także aktywne”.

Dodał również, że obecne kryteria orzekania o „śmierci mózgu” są niejasne i niespójne. „Nie ma zgody co do diagnostycznych kryteriów orzekania o „śmierci mózgu”. Są one przedmiotem intensywnej debaty międzynarodowej. Różne zestawy kryteriów są wykorzystywane do diagnozowania „śmierci mózgu”. Pisze także, że kryteria neurologiczne są teorią naukową, a nie faktem naukowym. Jest to przypuszczenie a nie zaobserwowany fakt medyczny.

Ostatnio media coraz częściej donoszą o przypadkach osób, u których stwierdzono „śmierć mózgu”, po czym odzyskiwały one przytomność. Nie tak dawno temu u 21-latka Zacka Dunlapa przeprowadzono badania, które wskazywały, że w jego mózgu nie ma przepływu krwi. Tymczasem tuż przed pobraniem narządów chłopak odzyskał przytomność. Odzyskał też niewielką część utraconej pamięci.

Źródło: LifeSiteNews.com, tłum. PiotrSkarga.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© puls pro-life