niedziela, 26 października 2008

Organy pobierane są często od żyjących dawców.

Znany w Australii lekarz z Melbourne oświadczył ostatnio, że wbrew panującemu przekonaniu, większość operacji pobrania organów dokonuje się jeszcze przed śmiercią dawcy. Argumentuje on, iż niejasne kryterium „śmierci mózgowej” wprowadza w błąd potencjalnych dawców, nie zdających sobie sprawy, że ich organy zostaną pobrane, gdy jeszcze będą żyli.

Dr James Tibballs, specjalista w zakresie intensywnej opieki pediatrycznej opublikował w bieżącym miesiącu artykuł w piśmie „The Journal of Law and Medicine”, wzywając w nim instytucje medyczne do rewizji wytycznych dotyczących pobierania organów, w taki sposób, aby zapewnić potencjalnych dawców, że będzie się walczyć w pierwszej kolejności o ich życie.
Tibballs zauważa, że aktualnie stosuje się praktyki, które są niezgodne z prawem. Prawo stanowi, że zanim dojdzie do pobrania organów, u dawcy musi nastąpić nieodwracalne ustanie funkcji życiowych mózgu lub ustanie krążenia krwi. Tymczasem - jego zdaniem - lekarze australijscy czekają przed pobraniem organów zwykle tylko dwie minuty od chwili zatrzymania akcji serca.

Zaznacza, że dwie minuty to zbyt mało, by ustalić, czy ustanie krążenia jest nieodwracalne. Te dwie minuty były określone ze względów praktycznych, gdyż dłuższe czekanie może doprowadzić do uszkodzenia tkanek – twierdzi lekarz.

„Społeczeństwo może być zaniepokojone, gdy zda sobie sprawę z faktu, że lekarze poszukując dawców są często tymi, którzy jednocześnie określają wytyczne na podstawie których orzeka się o śmierci w celu transplantacji organów” – zauważa Tibballs. „Z tego też powodu – pisze dalej – w komisjach powinni zasiadać prawnicy, by tworzyć wytyczne kliniczne wykorzystywane do orzekania, że ktoś jest martwy”.

Grupa lekarzy zajmujących się transplantologią skrytykowała artykuł Tibballsa, obawiając się, że potencjalni dawcy organów nie będą godzić się na ich ewentualne pobranie. Dr Bill Silvester uważa, że z powodu zamieszania wokół definicji śmierci mózgowej potencjalni dawcy mogą odmówić zgody na pobranie organów po ich śmierci.

Natomiast dr Gerry O’Callaghan zapewnia, że potencjalni dawcy powinni zdać sobie sprawę, że śmierć pnia mózgu, to jest prawdziwa śmierć. – Nie ma takiej możliwości, aby byli oni świadomi, aby mieli zdolność do odczuwania bólu, czy byli zdolni do samodzielnego życia – twierdzi lekarz.

Dr Tibballs zdaje sobie sprawę, że należy do mniejszości, jednak nic nie zmieni faktu, że stale rośnie grupa medyków, którzy wyrażają swoje zaniepokojenie z powodu agresywnej polityki pobierania organów na podstawie wytycznych, które nie dają pewności, iż pacjent jest martwy.

Kryterium tzw. śmierci pnia mózgu, na podstawie którego orzeka się definitywną śmierć pacjenta, budzi coraz powszechniejsze zaniepokojenie. W Watykanie ma się zebrać w listopadzie specjalna komisja, która będzie tę kwestię badać.

Samo kryterium śmierci mózgowej zostało wprowadzone 40 lat temu przez naukowców z uniwersytetu Harvarda, którzy obawiali się, że zbyt długie czekanie może doprowadzić do uszkodzenia tzw. tkanek miękkich, jak serce, płuca, nerki itp., które później nie będą się nadawały do przeszczepu.

Portal LifeSiteNews.com informował wielokrotnie o przypadkach, kiedy stwierdzono u pacjenta śmierć mózgu, po czym ten budził się po jakimś czasie ze śpiączki. Znana jest m.in. sprawa Francuza, u którego w czerwcu bieżącego roku doszło do ataku serca i zatrzymania krążenia na conajmniej 90 minut. Pacjent był już gotowy do zabiegu pobrania organów, ale na stole operacyjnym lekarze spostrzegli, że puls jest wyczuwalny, a mężczyzna oddycha i reaguje na ból. W ciągu kilku tygodni chory, u którego stwierdzono śmierć mózgu, wrócił do zdrowia. Chodził i rozmawiał.
W innym przypadku – 21-letniego Zacka Dunlapa, przygotowanego do operacji pobrania narządów – krewni zauważyli, iż mężczyzna reaguje na dotyk. Lekarze zakwalifikowali go do zabiegu, ponieważ stwierdzili, że ustało krążenie i krew nie dochodzi do mózgu. Zack, kiedy obudził się powiedział, że słyszał lekarzy, gdy orzekali o jego śmierci, kiedy leżał pozornie nieprzytomny.

Specjalista dr John Shea w artykule zatytułowanym „Dawstwo organów: niewygodna prawda” napisał, że często podaje się dawcy znieczulenie, by nie ruszał się na stole operacyjnym w czasie pobierania organów. Zauważono bowiem, że wielu dawców ruszało się w czasie pobierania organów i w dodatku wzrastało u nich ciśnienie krwi, co było reakcją na nacięcie skóry. Zawsze tak się dzieje u żywych pacjentów, którym poda się niewystarczającą dawkę znieczulenia anastezjologicznego. Jest to reakcja na ból wywołana nacięciem skóry.

Dlatego dr Shea uważa, że jest to wystarczający powód, by uznać, że pacjent jeszcze żyje, bo odczuwa ból. Obecnie jego zdaniem bardzo często podaje się jakąś formę znieczulenia, by unieruchomić mięśnie, gdyż jest to stresujące dla lekarzy i pielęgniarek przeprowadzających zabieg pobrania organów od potencjalnego dawcy, który się porusza na stole.


Źródło: LifeSiteNews.com, PS

1 komentarz:

  1. Artykuły takie jak ten spowodowały masową panikę i drastyczne zmniejszenie liczby transplantacji, co odebrało wielu ludziom szansę na wyzdrowienie. Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce śmierć mózgu rozpoznaje się komisyjnie. Najpierw, by wysunąć podejrzenie śmierci, należy odpowiedzieć na serię potwierdzeń i wykluczeń. Następnie komisja (anestezjolog, neurolog i inny lekarz; żaden z nich nie może brać udziału w ewentualnej transplantacji) bada pacjenta pod kątem śmierci mózgu - brak odruchów z pnia mózgu i próba bezdechowa, co szczegółowo zostało zawarte w ustawie. Dwukrotne stwierdzenie śmierci mózgu w odstępstwach co najmniej 3h upoważnia do stwierdzenia zgonu. Osoby niewykształcone medycznie mogą uważać do za dość przerażające, bo widzą różową skórę, dotykają ciepłego ciała, które czasem się nawet poruszy (w wyniku odruchów z rdzenia kręgowego lub spontanicznych skurczy mięśni). Ciało żyje dzięki nowoczesnej medycynie, ale najważniejszy narząd - mózg już umarł, jego komórki się rozkładają, proces jest nieodwracalny. Ten człowiek nie żyje, ale jego narządy mogą uratować życie innym.

    Dodam jeszcze, że wg prawa narząd do transplantacji można pobrać od każdego zmarłego, niepotrzebna jest zgoda rodziny, wystarczy brak sprzeciwu wyrażonego przez zmarłego za życia. Obowiązuje tzw. zgoda domniemana. Lekarze pytają jednak o zgodę z czystej życzliwości.

    OdpowiedzUsuń

© puls pro-life