poniedziałek, 2 lutego 2009

Gwałt był początkiem mojego życia - historia Rebeki Kiessling



Historia Rebeki Kiessling (wersja skrócona):

Adoptowano mnie krótko po urodzeniu. Kiedy miałam 18 lat dowiedziałam się, że zostałam poczęta w wyniku brutalnego gwałtu. Seryjny gwałciciel napadł moją biologiczną matkę z nożem.

Podobnie jak większość ludzi, wcześniej nie sądziłam, że kwestia aborcji dotyczy mojego życia. Ale kiedy dowiedziałam się o moim pochodzeniu, nagle zrozumiałam, że ten temat nie tylko dotyczy mnie, ale jest bardzo mocno związany z faktem mojego istnienia.

W głowie zaczęły rozbrzmiewać mi echa słów wypowiadanych współczującym tonem: „chyba że w przypadku gwałtu”… oraz te, wykrzykiwane agresywnie w poczuciu obrzydzenia: „szczególnie w przypadku gwałtu!”… Wszyscy ci ludzie, nie znając mnie nawet, wydają sąd nad moim życiem, tak łatwo je przekreślając, jedynie z powodu okoliczności mojego poczęcia.

Poczułam, że muszę usprawiedliwiać swoje istnienie, że muszę udowadniać światu, że wcale nie powinnam była być usunięta i że moje życie ma wartość. Pamiętam też, że czułam się jak śmieć - a to przez ludzi, którzy potrafili powiedzieć, że moje życie jest jak śmieć, że można było się mnie pozbyć.

Proszę, zrozumcie, że kiedykolwiek mówicie o sobie „pro-choice” albo uznajecie dopuszczalność aborcji w przypadku gwałtu, to tak jakbyście stanęli przede mną, spojrzeli mi w oczy i powiedzieli: „uważam, że twoja matka powinna była móc cię usunąć”. To bardzo mocne słowa. Nigdy nikomu bym tak nie powiedziała. Nie powiedziałabym: „gdyby było tak jak ja chcę, ty już byś nie żył”.

A ja muszę żyć z tym na co dzień. Spróbujcie udowodnić mi, że tak nie jest. Bo ludzie nie mówią: „jestem za dopuszczalnością aborcji, z wyjątkiem przełomu lat 1968/69, tak żebyś ty, Rebeko, mogła się urodzić”. Nie. To jest okrutna prawda o stanowisku „pro-choice”. Ono boli i jest podłe.

Ale wiem, że większość ludzi nie patrzy na aborcję w przypadku gwałtu przez pryzmat konkretnego życia. Ten problem to dla nich abstrakcyjna koncepcja – szybka klisza, którą łatwo zmieść pod dywan i zapomnieć. Mam nadzieję, że jako dziecko z gwałtu pomogę wam przyporządkować do tej koncepcji konkretną twarz i konkretny głos.

Ludzie nierzadko starają się zbywać moją historię słowami „no tak, miałaś szczęście”. Zapewniam was, że moje ocalenie od aborcji nie miało nic wspólnego ze szczęściem. To, że dziś żyję, wynika z wyborów jakich dokonało nasze społeczeństwo oraz ludzie, którzy zadbali o to, żeby aborcja – również w przypadku gwałtu - była całkowicie zakazana w Michigan w tamtych czasach. To zasługa ludzi, którzy bronili mojego prawa do życia i wspierali je przy głosowaniu. To nie była kwestia „szczęścia”. Ochroniło mnie prawo. Czy naprawdę powiedzielibyście, że nasze siostry i nas bracia abortowani każdego dnia jakoś tak po prostu „mają pecha”?!!

Moja biologiczna matka ucieszyła się ze spotkania ze mną, ale powiedziała mi też, że była u dwóch nielegalnych aborcjonistów i prawie mnie zabito. Po gwałcie, policja skierowała ją do poradni, gdzie powiedziano jej, że w zasadzie powinna dokonać aborcji. Według mojej matki, wtedy nie było ośrodków pomocy ciężarnym w kryzysowej sytuacji, ale gdyby były, z pewnością udałaby się tam, choćby po drugą poradę. A tak, pracownik poradni dla zgwałconych umówił ją z nielegalnymi aborcjonistami.

Pod pierwszym adresem spotkała typowe warunki podziemia aborcyjnego, na które powołują się feministki argumentując, że aborcja powinna być „legalna i bezpieczna” – zakrwawiony i brudny stół i podłoga. To co zobaczyła oraz sama świadomość nielegalności spowodowała, że się wycofała, tak jak robi to większość kobiet.

Potem umówiła się z droższym aborcjonistą. Tym razem miała spotkać kogoś wieczorem pod Instytutem Sztuk w Detroit. On miał podejść, odezwać się do niej po imieniu, założyć jej ciemną opaskę na oczy, posadzić na tylnym siedzeniu samochodu, wywieźć i abortować mnie… potem znów zasłonić jej oczy i odwieźć ją.

Wiecie co jest szczególnie żałosne? Świadomość, że wielu ludzi słysząc jak to wyglądało reaguje litościwie potrząsając głową w obrzydzeniu: „To okropne, że twoja matka musiała przez to wszystko przejść, żeby móc dokonać na tobie aborcji.” To jest współczucie?!! Zdaję sobie sprawę, że im się wydaje, że okazują empatię, ale z mojego punktu widzenia to bezwzględne, nie sądzicie? Przecież to o moim życiu tak bezdusznie mówią i nie ma w ich opinii nic z prawdziwej empatii.

Dziś moja matka biologiczna ma się dobrze – jej życie potoczyło się dalej i dziś układa się doskonale. A mnie by zabito, moje życie by się skończyło. Może nie wyglądam dziś jak wtedy, kiedy miałam cztery lata, ani kiedy miałam cztery dni i byłam jeszcze w łonie matki, ale to niezaprzeczalnie byłam ja i zamordowano by mnie poprzez brutalną aborcję.

Według badań Dr. David’a Reardon’a, dyrektora Elliot Institute, współautora książki „Ofiary i zwyciężczynie: otwarcie o ciąży, aborcji i dzieciach urodzonych z przemocy seksualnej”, autora artykułu „Gwałt, kazirodztwo i aborcja: wychodząc poza mity”, większość kobiet, które zachodzą w ciążę na skutek przemocy seksualnej nie chcą aborcji i czują się znacznie gorzej po aborcji. Tak więc opinia większości ludzi na temat aborcji w przypadku gwałtu opiera się na trzech nieprawdziwych założeniach: 1) ofiara gwałtu chciałaby aborcji 2) aborcja pomogłaby ofierze gwałtu 3) życie dziecka nie jej warte donoszenia ciąży. Mam nadzieję, że moja historia, tak jak historie innych osób zamieszczone na tej stronie, pomogą obalić ten ostatni mit.

Chciałabym móc powiedzieć, że moja matka biologiczna należała do tej większości ofiar gwałtu i nie chciała mnie usunąć, ale prawda jest taka, że była przekonana zupełnie przeciwnie. Jednak paskudne usposobienie i ordynarność tego drugiego podziemnego aborcjonisty oraz strach o własne bezpieczeństwo, spowodowały, że się rozmyśliła. Kiedy powiedziała mu o tym przez telefon, aborcjonista obraził ją i zaczął wyzywać. Ku jej zaskoczeniu, zadzwonił następnego dnia i znowu próbował ją przekonać do usunięcia mnie. Ona ponownie odmówiła i usłyszała stek wyzwisk. I na tym się skończyło – potem nie potrafiła już tego zrobić. Zaczynał się drugi trymestr ciąży – usunięcie mnie byłoby dużo droższe i dużo bardziej niebezpieczne.

Jestem tak wdzięczna, że ocalono mi życie. Wielu chrześcijan w dobrej wierze mówi mi: „widzisz, Bóg naprawdę chciał, żebyś się urodziła!” lub „widocznie miałaś się urodzić”. Ale ja wiem, że Bóg chce żeby każde poczęte dziecko miało tę samą szansę na narodziny i nie potrafię siedzieć bezczynnie mówiąc „przynajmniej moje życie udało się ocalić”. Lub: „Zasłużyłam na to, spójrzcie jak wykorzystuje moje życie.” A miliony innych nie zasłużyło? Nie wolno mi tak myśleć.

A ty? Możesz tak po prostu mówić „mnie przynajmniej chciano…” albo „co mnie to obchodzi!”? Czy naprawdę chcesz być takim człowiekiem? Bezwzględnym? Na zewnątrz pozory empatii a wewnątrz zimne serce i pustka? Czy twierdzisz, że interesuje cię los kobiet a jednocześnie ja nie obchodzę cię kompletnie, bo przypominam ci coś, z czym nie potrafisz stanąć twarzą w twarz i bardzo nie chcesz, żeby inni zastanawiali się nad tym? Czy ja nie pasuję do twojego światopoglądu?

Na studiach prawniczych koledzy z roku mówili do mnie: „no cóż, gdyby cię usunięto, nie byłoby cię tutaj i nie czułabyś różnicy, więc o co chodzi?” Wierzcie lub nie, czołowi pro-aborcyjni filozofowie używają podobnego argumentu: „Płód nie wie co go spotyka, więc nie odczuwa śmierci.” Czyli jak kogoś zadźgasz od tyłu podczas jego snu, to jest w porządku, bo on nie wie co mu się stało?

Wyjaśniałam kolegom w jaki sposób ta sama logika usprawiedliwia mnie „gdybym chciała ciebie zabić, bo skoro jutro cię tu nie będzie, to i tak nie będziesz czuł różnicy, więc o co chodzi?” Ten argument odbierał im mowę. To niesamowite co może uczynić odrobina logiki, kiedy przemyślimy sobie te rzeczy – czego wymagano od nas na studiach prawniczych – i jak zastanowimy się o czym naprawdę rozmawiamy: pewnych ludzi nie ma dziś wśród nas, bo zostali abortowani.

Jest takie stare powiedzenie: „jak drzewo upada w lesie i nie ma nikogo kto to słyszy, to czy to drzewo powoduje hałas?” Jasne! A jeśli dziecko jest abortowane i nie ma wokół nikogo kto o tym wie, czy to ma znaczenie? Odpowiedź brzmi TAK! Ich życie ma znaczenie. Moje życie ma znaczenie, Twoje życie ma znaczenie i nie pozwól nikomu wmawiać ci, że tak nie jest!

Świat jest dzisiaj innym miejscem, bo prawo powstrzymało moją matkę od aborcji na mnie. Twoje życie zmieniło się, bo ona nie mogła mnie legalnie usunąć, a ty dziś siedzisz i czytasz moje słowa! Ale nie musisz mieć wielu słuchaczy, żeby twoje życie miało znaczenie. Czegoś nam dziś brakuje, bo całe pokolenia zostały poddane aborcji i to nie jest bez znaczenia.

Jedną z najwspanialszych rzeczy, do jakich doszłam, to fakt, że to NIE gwałciciel powołał mnie do życia, jak twierdzili niektórzy. Moja wartość i tożsamość nie wynika z tego, że jestem „efektem gwałtu”, ale dzieckiem Boga. Psalm 68 głosi „Ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem jest Bóg w swym świętym mieszkaniu. Bóg przygotowuje dom dla opuszczonych”. A Psalm 27 mówi: „Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie”.

Wiem, że to żaden wstyd być adoptowanym. Z Nowego Testamentu dowiadujemy się, że to właśnie w duchu adopcji jesteśmy powołani do bycia dziećmi Boga, przez Chrystusa, Pana naszego. Tak więc Bóg musiał mieć wysokie mniemanie o adopcji, skoro użył tego obrazu opisując swoją miłość do nas!

Co najważniejsze, będę uczyć moje dzieci, tak jak uczę innych, że wartość człowieka nie zależy od okoliczności jego poczęcia, jego rodziców, rodzeństwa, partnera, domu, ubrań, wyglądu, inteligencji, stopni w szkole, pieniędzy, zawodu, sukcesów, porażek, zdolności i ograniczeń – to wszystko kłamstwa, które przenikają nasze społeczeństwo.

Większość trenerów motywacyjnych mówi słuchaczom, że jeśli tylko się postarają i dosięgną do standardów społecznych, wtedy oni też mogą „zostać kimś”. Ale tak naprawdę nikt nigdy nie dosięga tych absurdalnych standardów, a wielu ludziom bardzo wiele do nich brakuje. Czy to znaczy, że nie są „kimś”, albo że są „nikim”?

Prawda jest taka, że nie musisz nikomu udowadniać swojej wartości, a jeśli naprawdę chcesz wiedzieć jaka jest twoja wartość, to wystarczy, że spojrzysz na Krzyż – to jest cena jaka została zapłacona za twoje życie! To jest bezgraniczna wartość jaką Bóg nadał twojemu życiu! On uważa twoje życie za warte wiele i ja też tak uważam. Czy zechcesz przyłączyć się do mnie w afirmowaniu wartości innych osób, słowem i czynem?

Tym z was, którzy powiedzą „nie wierzę w Boga ani w Biblię, więc jestem ‘pro- choice’” polecam lekturę mojego eseju „Prawo dziecka poczętego do ochrony przed niezasłużoną śmiercią – na bazie filozofii o prawach”. Zapewniam was, ten tekst wart jest waszego czasu.

Rebecca

Opublikowano za zgodą Rebeki Kiessling

 
Zobacz też: STRONA OFICJALNA REBEKI KIESSLING

12 komentarzy:

  1. Tak. Podeszłabym do tej bsby i powiedziała prosto w twarz: "Twoja matka MIAŁA PRAWO usunąć... Twoje POTENCJALNE "ja"...". Moja matka też MIAŁA PRAWO usunąć moje potencjalne "ja". Nie miała obowiązku mnie urodzić...

    OdpowiedzUsuń
  2. Rebeko,
    dziękuję Ci za Twoje świadectwo.
    Dziękuję Ci, że całą sobą obalasz mit, że zabijanie może komuś pomóc.

    Masz rację, Bóg kocha każde z dzieci, każde ma prawo do życia i może wyrosnąć na wspaniałego człowieka. Naszym zadaniem jest ochronić jego prawo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko pomyśl nie tylko o sobie, ale o swojej matce, przez co ona przeszła!!! Przecież to był koszmar! JA nie wyobrażam sobie pokochania dziecka gwałciciela!!! Może to,że jesteś kobietą ukształtowało Cię taką jaką jesteś. A ja słyszalam o kilku przypadkach poczęcia dziecka w wyniku gwału...Urodzili się jako chłopcy i jeden z nich został mordercą, a drugi gwałcicielem jak jego tatuś!!! Chociaż wiem,że nie koniecznie tak musi być, jak na przykłąd w tym przypadku!

    OdpowiedzUsuń
  4. Carmen, zapraszam na www.doscmilczenia.blogspot.com
    Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń
  5. Twoja matka miala prawo Cie usunac !
    Jestes straszna egoistka , pewnie wina genow po tatusiu.
    Co o nim myslisz , cieszysz sie ze zgwalcil Twoja matke? Jestes mu wdzieczna?
    Przeciez gdyby nie zgwalcil Twojej matki ciebie by nie bylo. Potrafisz powiedziec matce fajnie ze zostalas zgwalcona, bardzo sie z tego ciesze?

    Twoja postawa jest dla mnie najlepszym agrumentem za usuwaniem ciazy z gwaltu.
    Gdybym kiedys zaszla w ciaze w wyniku gwaltu usune wlasnie dlatego ,ze niechaialbym urodzic takiego potwora .

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy i Carmen - kto wam daje prawo do decydowania kogo zabić, a kogo nie? Nikt nie ma prawa nikogo zabijać, bo MOŻE urodzi się też morderca. Czy to znaczy, że dzieci przestępców w więzieniu też trzeba automatycznie zabijać, bo mogą wdać się w rodziców? Czy ktoś wymaga od Was miłości do dziecka z gwałtu? Gwałt też jest bardzo trudny dla kobiety i to zrozumiałe, że może nie pokochać dziecka z gwałtu, ale zabić je? Zabić człowieka? Nie lepiej oddać go do adopcji niż całe życie nie móc się cieszyć drobnymi rzeczami, takimi jak na przykład smak czekolady, czy zapach kwiatów, bo w umyśle wciąż jest okropna świadomość, że zamordowałeś człowieka? I matka i dziecko mają prawo do życia i do szczęścia, nie powinno im się tego zabierać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dowiedziec sie od matki takiej wiadomosci to jest straszne.. Nie zawsze jest milosc od strony matki, dziecko kochajac matke i tak nie czuje tego samego uczucia od matki, bo je odtraca i mysli co by bylo gdyby.. Takie myslenie dosc czesto zostaje.. Ale dziecko ma prawo zyc nie wazne jakie bedzie w przyszlosci.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam osobę,która została poczęta nie z miłości,a właśnie z gwałtu.Ja zaś byłam chcianym dzieckiem.Nie od razu pomyślałam o tej osobie"Ona jest Dzieckiem Boga",to Bóg chciał by przyszła na Świat,ale na szczęście nie musiałam długo czekać,aż dojdę do takiego wniosku.Jest jednak coś,czego jestem pewna-chciałabym być tak dobrym człowiekiem,nieść tyle ciepła,być tak cierpliwą,sprawiedliwą i cudowną osobą jak ta o której piszę.Mi chcianemu dziecku bardzo dużo brakuje,zbyt bardzo potrafię nieść przykrość i cierpienie innym ludziom,zbyt wiele we mnie egoizmu...to Tyle.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem dzieckiem poczętym z gwałtu. W zasadzie mam już prawi 30 lat. Moja matka mnie urodziła i wychowała. Ale i tak uważam, że powinna usunąć. Moje życie zostało spieprzone w dniu poczęcia. Matka powinna mieć prawo do aborcji nie tylko w każdym przypadku ale zwłaszcza w przypadku gwałtu. Już w dniu poczęcia zostajesz naznaczony złymi emocjami juz nie wspomnę o genach mojego " wspaniałego" ojca brzydzę się siebie...

    OdpowiedzUsuń
  10. Płód to nie dziecko. Dziwnym trafem Ci "obrońcy życia" nie interesują się tym "dzieckiem", jak się już urodzi. Nie obchodzi Was, czy matka ma pieniądze na mleczko, pieluszki, witaminy. Czy to dziecko będzie miało miejsce w żłobku, przedszkolu. Czy jego rodziców będzie stać na zajęcia rozwijające talent tego dziecka. Kiedy kobieta urodzi - to odwracacie się plecami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Lepiej urodzić, a potem niech umiera z głodu. http://prawda2.info/dobrobyt.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Oczywiście, że interesujemy się tym co dzieje się z dziećmi. W Polsce najuboższą grupą są dzieci, a nie emeryci jak nam się czasem wmawia. Proszę przeanalizować jakie organizacje są zaangażowane w pomoc potrzebującym rodzinom, dzieciom? To są organizacje pro-life, a także związane z różnymi kościołami. Pretensje proszę kierować do Rządu RP, który ma obowiązek otoczyć opieką wszystkich członków naszego społeczeństwa. Ludzie - myślcie, to nie boli!

    OdpowiedzUsuń

© puls pro-life