poniedziałek, 14 grudnia 2009

Nie realizujemy recept na zabijanie

Najgorzej jest po długim weekendzie. Do przytulnych aptek przychodzą młodziutkie dziewczyny i pytają o tabletkę „dzień po”. Ania z Wojtkiem, młodzi farmaceuci z Krakowa, mówią na dzień dobry: nie będziemy sprzedawali tabletek wczesnoporonnych. Nie usprawiedliwiają się przed sobą, że jedynie realizują recepty.

(...) Przychodzą wtedy młode dziewczyny z wypisaną receptą na środek wczesnoporonny, powszechnie nazywany antykoncepcją „dzień po”. Ale to kłamstwo! Antykoncepcja (anti conceptio – przeciw poczęciu) ma zapobiegać zapłodnieniu, a w tym przypadku mamy do czynienia z aborcją – opowiada Wojtek.

– Substancje hormonalne zawarte w tabletkach uniemożliwiają zagnieżdżenie się już zapłodnionej komórki jajowej w macicy. Jakie to zatem przeciwdziałanie poczęciu??? Bez owijania w bawełnę: dla nas są to „recepty na zabijanie”. Gdybyśmy chcieli postąpić w zgodzie z własnym sumieniem i odmówić wydania leku, właściciel apteki mógłby nas zwolnić. Nie zrealizowaliśmy przecież recepty, nie zapewniliśmy aptece zysku. Moglibyśmy także ponieść przykre konsekwencje przed rzecznikiem odpowiedzialności zawodowej. Najgorsze z nich wszystkich są jednak dylematy sumienia i na nic zdają się tłumaczenia, że realizując receptę, wypełniamy wolę lekarza.

Więcej w artykule: Recepta na zabijanie, goscniedzielny.pl 50/2009 13.12.2009

Zobacz też: Wczesnoporonna pigułka "dzień po" powinna być zabroniona

Nie sprzedaję antykoncepcji - wywiad z mgr Małgorzatą Prusak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© puls pro-life