piątek, 12 marca 2010

Wywiad z Joanną Krupską o tym jak żyć z siedmiorgiem dzieci w kraju bez polityki rodzinnej


Jak żyć z siedmiorgiem dzieci w kraju bez polityki rodzinnej? Jak wycenić pracę kobiet w domu? – opowiada Katarzynie Jaruzelskiej-Kastory prezes Związku Dużych Rodzin Trzy Plus Joanna Puzyna-Krupska

Przeczytaj wywiad:
Kobiety, które są powietrzem, rp.pl, 11.03.2010

5 komentarzy:

  1. trzeba pani Joanno iść po prostu do pracy jak wszystkie kobiety w Polsce, a resztę czasu poświęcić dzieciom, zakupom, sprzątaniu itd
    Pani miała luksusowe życie mogąc żyć tylko z pensji męża, ja i reszta kobiet musiałyśmy niestety pracować. Wychowałam 3 dzieci, mam działalność gospodarczą, nie miałam urlopu wychowawczego, ani płatnych zwolnień lekarskich, pracowałam bardzo dużo i ciężko, mam wspaniały kontakt z dziećmi, skończyły studia dzienne na państwowych uczelniach, są mądre, szlachetne i wrażliwe i wiedzą, że w życiu nic za darmo, a właściwie nie dla wszystkich za darmo.Najmłodsze zdaje w przyszłym tygodniu maturę, a ja nie mam czasu z nim być, ale wie, że jestem z nim myślami i to mu musi wystarczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nela , Twój post świadczy o tym, że P.Joanna ma całkowitą rację bo:
    1)rozgoryczenie bijące w oczy(nie mam czasu, musi im wystarczyć itp..)wskazuje, że chciałabyś mieć ten czas i byłabyś szczęśliwsza gdybyś jednak była blisko dzieci-ale nie miałaś wyboru...albo odwagi aby żyć w inny sposób - a o ten wybór p. Joanna postuluje
    2)jeśli Ty nie miałaś wyboru(i wiele innych kobiet też), to może warto walczyć dla naszych dzieci? aby wypełniały taki model rodziny jaki będą pragnęły stworzyć i realizować?

    Sama mam ośmioro dzieci, też mam przed nazwiskiem mgr.Przez 20 lat pracowałam w domu, realizowałam się jako matka,pracowałam z przerwami ok 5 lat. Teraz najstarsze dieci ukończyły LO(świadectwa z paskiem)i właśnie zdają maturę, najmłodsze jest w przedszkolu(3,5)a ja powróciłam do pracy(jestem nauczycielką), bo raz ekomomicznie nie dawaliśmy rady, przy rosnących kosztach utrzymania, dwa moje dzieci, które będą w przyszłości pracowały finansować będą renty i emerytury singli i małodzietnych a ja byłabym dla nich dodatkowym ciężarem. Z mojej pensji wysokiej emerytury mieć nie będe ale zawsze to coś. Bardzo boli jak tak piszesz, bo wylewasz swój żal na zły system-na kobietę, która cały czas walczy o zmianę tego systemu.Smutne to co piszesz,bo przecież pisząc tego posta wiedziałaś już, że p. Joanna od 10.04(katastrofa smoleńska) jest wdową i teraz system zaczął ją "widzieć" inaczej- jako osobę, która zaczęła mieć prawo do renty rodzinnej po zmarłym współmałżonku i jest opiekunem prawnym nieletnich dzieci tegoż współmałżonka

    OdpowiedzUsuń
  3. Artykłuł o Pani Krupskiej - jaki piękny i jaki tendencyjny... Państwo nie toszy się o matki, matki wielu dzieci są biedna i nieodceniane, nie rodzą się dzieci itp itd. Jestem młodą osobą, obracam się wśród młodych dziewczyn i...
    -kobiety nie chcą mieć wiele/więcej dzieci nie z biedy ale bo...nie chcą i już, bo nie lubią dzieci, bo chcą się kształcić, wyjeżdżać, spać od 11..
    -kobiety nie mogą mieć dzieci - choć chcą, a jest ich już naprwdę zbyt wiele (wystarczy poczytać horrory o batalie o własne dziecko, upokorzenia, in vitro)i "finansują" się z własnych pieniędzy, bo państwo do bezpłodnych grosza nie dołoży
    -kobiety nie chcą siedzieć w domu ale właśnie chcą pracować, zdobywać wiedzę, pieniądze, posady, a do tego potrzeby jest żłobek i przedszkole a nie matka - domowa kucharka-sprzątaczko - praczka.
    - kobiety nie chcą już siedzieć z często wiecznymi, niedojrzałymi niezaradnymi alkoholikami lub zdradzającymi damskimi bokserami. I wybierają rozwody i samotność, a nie gehennę swoją i dziecka/dzieci. A potem można już żyć samemu
    Pani Joanno proszę czasmi przeczytać Wyborczą, posłuchać Zet-kę i TNV - czasami "wróg" też czegoś nauczy

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowoczesne kobiety nie chcą mieć dzieci - stosują antykoncepcję, potem chcą mieć dzieci ale system hormonalny mają tak zaburzony, że potrzebują in vitro. Jak już urodzą to potrzebują żłobków, bo chcą się dalej realizować. Więc po co w ogóle decydują się na macierzyństwo, skoro tego macierzyństwa nie rozumieją i korzystać nie potrafią? Co za różnica, czy oddać dziecko do żłobka, czy do domu dziecka? Opieka specjalistyczna zapewniona, a w domu dziecka to nawet przez tydzień się pociechą zajmą.
    Ponadto protestuję przeciw uogólnianiu, że mężowie są niewierni i piją na umór. Obowiązkiem małżonka jest mężowi/żonie pomóc a nie trwać w bierności, albo co gorzej zostawiać go/ją w potrzebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Do Pani z 10 kwietnia. A ja jestem już po 30-tce, jestem wykształconą żoną i matką, a z młodą się zgadzam. I byłabym grzeczna i uprzejma gdyby nie rozłościła mnie Pani bzdurami o in vitro. Mam wiele koleżanek „walczących” o dziecko – bez skutku z powodu niepłodności swojej lub/i mężów i to nie z powodu antykoncepcji – proszę poczytać o przyczynach niepłodności a potem przestać pisać bzdury! A poza tym „Obowiązkiem małżonka jest mężowi/żonie pomóc a nie trwać w bierności, albo co gorzej zostawiać go/ją w potrzebie” – powodzenia w szukaniu takiego ideału, jak widać na salach sądowych ze świecach ich szukać…A i jeszcze jedno – ciekawe kto uczyłby Pani dzieci w szkole, leczył w przychodni, sprzątał klatki schodowe, sprzedawał bułki jeżeli kobiety po urodzeniu dzieci/dziecka jak Pani to ujęła nie oddawały dzieci do „umieralni” żłobkowych, przedszkoli a postanawiały siedzieć z nimi w domu (najlepiej do ich 40-tki) Jak widać tylko panowie by pracowali a Polska byłaby krajem mlekiem płynącym. Trochę myślenia droga Pani.

    OdpowiedzUsuń

© puls pro-life